A

JANICKA&WILCZYK. INNE MIASTO

Janicka & Wilczyk. Inne Miasto"

wernisaż: 12 września (czwartek), godz. 18.00

12 września - 18 października 2013, sala główna

 

kuratorzy: Elżbieta Janicka, Wojciech Wilczyk

współpraca:    

sponsor wystawy: 

 

Inne Miasto to projekt fotograficzny zrealizowany w konwencji dokumentalnej. Praca jest próbą wizualnego opisania terenu dawnego getta warszawskiego (1940–1943), utworzonego przez hitlerowskie Niemcy w sercu miasta, stolicy Polski. „Miejsce-po-getcie" (określenie Jacka Leociaka) rozciąga się między Pałacem Kultury i Nauki na południu, a centrum handlowym Arkadia na północy. Granice dawnego getta od wschodu to Nowe Miasto, Plac i Ogród Krasińskich, Plac Bankowy, tyły gmachu PAST-y. Od zachodu zaś – ulice Żelazna, Okopowa (Cmentarz Żydowski i Stare Powązki). Artyści fotografują ów obszar z dachów i wysokich pięter budynków przy użyciu wielkoformatowego aparatu na klisze cięte o rozmiarach 4 x 5 cala. Pracują od jesieni do wiosny, w dni bezsłoneczne, unikając rejestrowania światłocienia i roślinności, gdyż zaciera to rysunek szlaków komunikacyjnych i zmienia modelunek brył. Projekt realizowany jest w kolorze odbieranym jako bardziej realistyczny i neutralny niż fotografia czarno-biała.


Prezentowane obrazy odznaczają się jednorodnością formalną. Zawierają również części wspólne: te same fragmenty przestrzeni ukazane w innym wykroju i pod innym kątem, a także punkty orientacyjne, np. Pałac Kultury, kościół rzymskokatolicki na Nowolipkach, błękitny wieżowiec przy Placu Bankowym w miejscu wielkiej synagogi na Tłomackiem, sądy czy kościół ewangelicki w al. Solidarności, dawniej na Lesznie. Elementy te pozwalają widzowi zrekonstruować całokształt terytorium dokumentowanego przez artystów. Dopełnieniem zbioru fotografii jest mapa opracowana przez kartografa Pawła Weszpińskiego na potrzeby monumentalnej publikacji Barbary Engelking i Jacka Leociaka Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście. Siatka ulic współczesnej Warszawy została tu nałożona na szczegółowy plan nieistniejącego miasta, z zaznaczeniem nielicznych reliktów zabudowy getta.

Inne Miasto proponuje refleksję nad kolejnymi etapami powstawania powojennej Warszawy, nad koncepcjami architektury i urbanistyki, z których każda wyrasta z oceny przeszłości, będąc zarazem formą myślenia o teraźniejszym i przyszłym społeczeństwie: od egalitarnych wizji budownictwa społecznego po neoliberalną logikę maksymalizacji zysku bez poszanowania wcześniejszych założeń i kosztem spójności społecznej. Ukazane na fotografiach miejsca emblematyczne — niegdysiejszy szpital im. Bersohnów i Baumanów, synagoga Nożyków, dawne Nalewki, dawny Umschlagplatz i inne — osadzają „Inne Miasto" w historii żydowskiej Warszawy. Projekt Janickiej i Wilczyka jest bowiem także próbą bilansu tożsamości terytorium i świadomości wspólnoty, która ukonstytuowała się w miejscu zagłady Żydów. W tym sensie pozwala formułować on pytania o stosunek kultury i społeczeństwa powojennej Polski do katastrofy bez precedensu w historii cywilizacji. Inne Miasto stanowi unaocznienie faktu, że zagłada Żydów rozegrała się w centrum tkanki społecznej i kulturowej, lecz nie uzyskała dotychczas reprezentacji kulturowej o centralnej, paradygmatycznej randze.

Z Elżbietą Janicką i Wojciechem Wilczykiem rozmawia Lidia Ostałowska (fragmenty)

Dlaczego pokazujecie dawną Dzielnicę Północną, która stała się terenem getta?
EJ: Chcemy pokazać centralne usytuowanie obszaru, który Jacek Leociak nazwał „miejscem-po-getcie". Takie ujęcie wchodzi w polemikę z przekonaniem, że miejsce Żydów, a później Zagłady, było w historii Polski marginalne. Postrzegamy Warszawę jako stolicę, a więc wizytówkę kraju. W tym sensie jest to dla nas przestrzeń reprezentacyjna i reprezentatywna. Nasz projekt przynosi wizualizację tego, co na wierzchu i co tkwi w centrum kultury i społeczeństwa, a co kultura i społeczeństwo dotąd pomijały. Próby leczenia snem i milczeniem nie przyniosły rezultatu. Pora dokonać bilansu i podjąć konfrontację ze stanem faktycznym. [...]
W polskiej fotografii artystycznej miasto jest najczęściej albo sterylne i gładkie, albo nastrojowe i pełne magicznych zakątków. Romantycznie płyną nad nim chmury. Nad waszą Warszawą wisi stalowoniebieska blacha.
WW: Zależy nam na rodzaju światła, który występuje przy wysokim pułapie chmur. Wtedy wszystkie te bilbordy, napisy na prowizorycznych ogrodzeniach, reklamy na ścianach budynków są doskonale widoczne. Często uważa się je za elementy zakłócające obraz, ale my nie chcemy tuszować ich jaskrawej obecności w strukturze miejskiej, ponieważ świetnie osadzają dawną Dzielnicę Północną w teraźniejszym czasie i przestrzeni.
EJ: Pozostajemy w sporze z konwencjami dominującymi w fotografii mierzącej się z Zagładą czy tzw. żydowskimi tematami. Nie chcemy poetyki sentymentalno-nostalgicznej, nie chcemy czerni i bieli, a tym bardziej sepii. Nie chcemy inscenizacji. Nie interesuje nas eliminacja śmieci wizualnych. Interesuje nas światło płaskie, rozproszone, bez rozpiętości kontrastu i utraty szczegółów w cieniach bądź światłach. Światłocień odrzucamy również dlatego, że zmienia modelunek brył. Pracujemy od późnej jesieni do wiosny, by uniknąć wegetacji, która zaciera rysunek szlaków komunikacyjnych. Wybór terenu-tematu, wybór perspektywy, a potem poszczególnych ujęć to szereg decyzji interpretacyjnych. Tak samo postanowienie, że będziemy pracować w kolorze. [...]
Jak wygląda wasza praca nad Innym Miastem?
WW: Latem 2010 roku włóczyliśmy się po klatkach schodowych i amatorską kamerą cyfrową robiliśmy próbne zdjęcia, sprawdzając, jak prezentuje się w kadrze to, co historycznie lub znaczeniowo ważne dla idei naszego projektu. Zgromadziliśmy zbiór obrazów o unikalnym charakterze, zważywszy, w jakim tempie zachodzą zmiany w tkance Warszawy.
EJ: Nasza praca polega głównie na marznięciu i czekaniu na „decydujący moment". Kwadrans, pół godziny, trzy kwadranse, godzina i więcej na jakimś gzymsie nad ulicą, gdzie nie można się ruszyć i nie można rozmawiać, bo za uchylonym oknem toczy się narada u prezesa korporacji. Niepowtarzalna okazja do medytacji. Niejednokrotnie grzęźniemy też w procedurach administracyjnych, załatwiając zezwolenia na wejście do budynków niezbędne w sytuacji, gdy targamy ze sobą ileś kilogramów sprzętu.
WW: Do właściwej pracy używamy analogowej kamery 4 x 5 cali, z harmonijkowym miechem, przypominającej aparaty fotograficzne z początku zeszłego wieku. Urządzenie to daje możliwość przesunięcia osi optycznej. Idealnie nadaje się więc do fotografowania architektury i daje sposobność „zanurkowania" w podwórka z zachowaniem pionów. Mimo że cała procedura wykonywania zdjęć jest skomplikowana, a projekt niemożliwy do zrealizowania w pojedynkę, zarejestrowane kadry mogą się wydawać proste i oczywiste, co zresztą jest naszym celem. [...]
Co widać z góry?
WW: Spojrzenie z góry ma tę zaletę, że wyłania punkty odniesienia: Pałac Kultury, kościół rzymskokatolicki na Nowolipkach, ewangelicko-reformowany kościół w alei Solidarności (dawniej Karola Świerczewskiego, jeszcze dawniej na Lesznie), błękitny wieżowiec przy placu Bankowym w miejscu dawnej Wielkiej Synagogi na Tłomackiem. Pozwalają one widzowi usytuować poszczególne obrazy względem siebie i uzyskać wyobrażenie o całości dokumentowanego przez nas obszaru.
EJ: Z góry widać ponadto trzy rzeczy. Po pierwsze, nałożenie na siebie dwóch miast: powojennego na nieistniejące wojenne i to sprzed wojny. Po drugie, kolejne warstwy architektoniczne, charakterystyczne dla poszczególnych etapów zabudowy terenu. Po trzecie, konfrontację dwóch projektów społecznych i urbanistycznych. [...]
Wasze miasto jest inne od czego?
EJ: Od siebie samego. Rzecz nie wyczerpuje się w tym, że jest to miasto inne od istniejącego przed wojną i Zagładą, co można stwierdzić gołym okiem. Chodzi o to, że jest ono inne od tego, którym i jakim się wydawało. Nam. Tu i teraz. Coś podobnego pokazał Władysław Pasikowski w Pokłosiu przez postać Józka Kaliny. W sensie przestrzennym bohater Pasikowskiego nie rusza się z miejsca. Krząta się wokół rodzinnego domu, na gospodarstwie po ojcu, między krzyżem przydrożnym a „matczynym polem". I oto zaczyna do niego docierać, że znajduje się zupełnie gdzie indziej, bo wszystko wokół okazuje się czym innym: najbliżsi ludzie, dom, ziemia. On sam okazuje się kimś innym. Stawia czoła sytuacji, dopóki znajduje oparcie w sobie, ale i to się kończy. Inność świata, ludzi i jego własna przekształca się w obcość radykalną, której już nie jest w stanie udźwignąć.
Wystawa kończy waszą pracę?
WW: Inne Miasto to work in progress. Wystawa jest podsumowaniem obecnego etapu prac. Oboje doszliśmy do wniosku, że zachodzące zmiany powinniśmy dokumentować znacznie dłużej: pięć, siedem, może nawet dziewięć lat. Co jak co, ale dawna Dzielnica Północna jest tego warta. [...]

Całość wywiadu dostępna w katalogu wystawy.